shape

CIEKAWOSTKI 

WŁADCA PIERŚCIENI
JAKO DROGA KRZYŻOWA


"Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkiena to głęboko katolicka opowieść o poświęceniu i zbawieniu. Podróż ze złowieszczym pierścieniem - symbolem grzechu - do krainy zła, gdzie zostaje on ostatecznie zniszczony, to na nowo przeżywana Droga Krzyżowa.

Taką opinię przedstawił angielski krytyk Joseph Pearce. Ubolewa, że większość czytelników nie dostrzega tej najważniejszej warstwy "Władcy Pierścieni", przez co jest on książką "głęboko niezrozumianą". Czy chrześcijanin może mieć zaufanie do powieści, w której czyta o czarodziejach, elfach i magii? - zastanawia się Pearce w książce "Tolkien. Człowiek i mit".

W mitologicznej oprawie "Władcy Pierścieni" czytelnicy dopatrują się czasem neopoganizmu, a może nawet satanizmu. Nie bez znaczenia jest fakt, że wydana w 1954 r. książka J.R.R. Tolkiena stała się impulsem dla potężnego nurtu we współczesnej literaturze popularnej zwanego fantasy, który w swej masie jest zgoła trudny do skojarzenia z chrześcijaństwem. Z kolei powieści fantastyczne to pożywka dla wielu gier komputerowych oraz niezmiernie popularnych, choć budzących wiele wątpliwości moralnych gier RPG (Role Playing Games).

Poza tym "Władca pierścieni" był kultową powieścią hipisów i komunizujących studentów w latach 60. Hasła "Popieraj swojego lokalnego hobbita" czy "Gandalf na prezydenta" stały się w pewnym momencie nieodłącznym tłem amerykańskiej rewolty. Wszyscy biografowie Tolkiena zgadzają się w jednym - sprawca całego zamieszania byłby niesłychanie zdumiony taką recepcją.

Zdaniem Pearce'a, kwestia zasadnicza dla każdego, kto chce naprawdę zrozumieć "Władcę Pierścieni", to teologia. Moc Chrystusa przemawia nawet bardziej w Tolkienowskim Śródziemiu niż w Narni, którą wymyślił C.S. Lewis, przyjaciel Tolkiena.

Czy Tolkien bił żonę, czyli co jest ważne?

W liście napisanym krótko po publikacji "Władcy Pierścieni" Tolkien stwierdził: "Tylko anioł stróż, a raczej wyłącznie sam Bóg może poznać relacje między faktami z życia autora i jego dziełem". Zawsze pogardzał "pseudo-freudowskim bełkotem" i nie miał w poważaniu "tak zwanych psychologów". Wielokrotnie zaprzeczał też, jakoby jego powieść, która przyniosła mu światową sławę, była alegorią.

Jednak w tym samym liście Tolkien przyznaje, że niektóre fakty z życia pisarza mogą mieć wpływ na dzieło. Wszystkie wydarzenia dzieli na: "nieznaczące", "bardziej znaczące" i "faktycznie znaczące". Fakty bez znaczenia, choć szczególnie drogie analitykom i biografom, to np. pijaństwo, bicie żony i tym podobne zaburzenia. "Tak się składa, że nie mam na koncie tych szczególnych wykroczeń. Gdyby nawet było inaczej, to sądzę, że artystyczne dzieło nie bierze się ze słabości, lecz raczej z innych, jeszcze nie skażonych rejonów jestestwa" - zauważa.

Do faktów "bardziej znaczących", mających pewien związek z dziełami autora Tolkien zaliczył swoją pracę filologa na uniwersytecie oksfordzkim, która wpłynęła - jak napisał skromnie - na jego "gust językowy". "Jest też kilka podstawowych faktów, które bez względu na to, jak sucho zostaną podane, są rzeczywiście ważne" - pisze.

Mówiąc o "faktycznie znaczących" wydarzeniach Tolkien wyznaje: "Na przykład urodziłem się w 1892 r. i we wczesnym dzieciństwie mieszkałem w «Shire» sprzed ery mechanicznej". "Co może ważniejsze - podkreśla - jestem chrześcijaninem (można to wydedukować z moich opowieści), a w istocie rzymskim katolikiem".

John Ronald Reuel Tolkien urodził się w 1892 r. w rodzinie anglikańskiej. Jego ojciec umarł, kiedy przyszły pisarz miał 4 lata, a matka przeszła razem z dziećmi na katolicyzm. W ten sposób Tolkien został w dzieciństwie konwertytą. Po śmierci matki (prześladowanej przez rodzinę z powodu zmiany wyznania) był wychowywany przez księdza katolickiego i wyrósł w atmosferze głębokiej, autentycznej wiary. Sam wychował w tej wierze dzieci, przyczynił się też do kilku nawróceń przyjaciół (jednym z nich był C.S. Lewis, bodaj najpopularniejszy chrześcijański powieściopisarz XX w.).

Najlepszym świadectwem jego żarliwości, konsekwencji w wierze i umiłowania Kościoła są dzisiaj listy do przyjaciół i dzieci. Podsumowując życie Tolkiena, Pearce nie waha się go nazwać chrześcijańskim mistykiem. Wiara Tolkiena odcisnęła nie mniej wyraźne piętno także na pisanym przez kilkanaście lat "Władcy Pierścieni". Za fantastyką epiki Tolkiena trzeba dostrzec - jak pisze Perce - "najgłębsze królestwa mistyki". Jego powieść to nie eskapistyczna fantasy, ale chrześcijański mit.

Mit czyli prawda

Potocznie mit to fałsz, kłamstwo, coś nieprawdziwego. Tolkien rozumiał go dokładnie przeciwnie. Mit to jedyny sposób na przekazanie transcendentnej prawdy, które tylko w tej formie może być zrozumiana przez nas, ludzi. Pochodzimy od Boga i mity, które snujemy (pogańskie wierzenia, baśnie), choć mogą zawierać błędy, w nieunikniony sposób kryją także odprysk prawdziwego światła, owej "wiecznej prawdy, która przebywa z Bogiem". Mity mogą się mylić, ale podążają, choć niekiedy nieco chwiejnie, w kierunku prawdziwej przystani.

Historia Jezusa Chrystusa to także mit. Różni się od innych tylko jedną cechą - że wydarzył się naprawdę. Pogańskie mity to w istocie Bóg wyrażający siebie poprzez umysły poetów, żeby objawić fragmenty wiekuistej prawdy. Natomiast Poetą, który stworzył mit chrześcijański, jest sam Bóg. On wyraził całą prawdę przez Słowo, które jest Nim samym. Obrazy, których użył, to: On sam faktycznie umierający na krzyżu, żywi ludzie i prawdziwe wydarzenia historyczne.

Integralną częścią Tolkienowskiej filozofii mitu była wiara, że zdolność tworzenia jest pieczęcią, którą Bóg odcisnął w człowieku. Ponieważ Stwórca ulepił człowieka na swój obraz i podobieństwo, dał mu też łaskę tworzenia. Wprawdzie tylko Bóg może tworzyć w pierwotnym sensie - to znaczy powoływać rzeczy z niebytu. Jednak człowiek jest zdolny do "wtórnego stwarzania", kiedy organizuje stworzoną materię w piękno - czyli kiedy np. uprawia muzykę, sztukę, literaturę.

Tolkien zbudował swój mit z niebywałą starannością. "Władca Pierścieni" to zaledwie fragment wielkich dziejów Śródziemia. Język, którym mówią elfy, naprawdę istniał - stworzył go Tolkien, wybitny filolog i erudyta, na podstawie kilkunastu starych języków europejskich. Pieśni, które cytuje we fragmentach, naprawdę zostały napisane - oczywiście przez Tolkiena. Tak samo jak mapy krain, przez które wędruje Drużyna Pierścienia, projekty elfich pałaców i plany batalistyczne (film jest tu niezwykle wierny Tolkienowskiej wizji - reżyser Peter Jackson drobiazgowo skopiował np. narysowaną przez pisarza bramę Morii, topografię Shire i Minas Tirith czy choćby sam pierścień).

Powieściowa kraina ma też własną mitologię. Więcej nawet - dzisiejsze czasy można przy odrobinie dobrej woli uznać za epokę, która nastała po erze elfów, krasnali i hobbitów. Prapoczątki Śródziemia opisuje Tolkien w dziele, które powstawało przez dziesiątki lat równolegle z "Władcą Pierścieni", i które miało się ukazać razem z tą powieścią - "Silmarillionie". Nie przystał na to wydawca, który w 1954 r. zgodził się zainwestować w powieść ekscentrycznego lingwisty z Oksfordu, która - jego zdaniem - nie rokowała wielkich nadziei na finansowy sukces.

"Silmarillion" czyli Genesis

"Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardu nazywają Iluvatarem. On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli" - tak zaczyna się "Silmarillion". Nie bez powodu przypomina Księgę Rodzaju. Jest to bowiem niejako Genesis dla wszystkich gatunków ludzi i nieludzi z "Władcy pierścieni" (m.in. elfów, goblinów, trolli, czarodziejów, orków, entów).

Najważniejszą częścią jest stworzenie Śródziemia przez Jedynego. Centralny obraz to świat jako Wielka Muzyka, przybierająca widzialne kształty. Pierwsze pojawiają się istoty przypominające aniołów. Iluvatar powołuje je do życia, żeby z nimi rozmawiać i podawać im tematy muzyczne, z których one następnie tworzą Muzykę. Melodia raduje Jedynego, ale też tworzy kosmos, w którym Jedyny umieszcza stworzone przez siebie dzieci - ludzi i elfy.

W ten sposób historia według Tolkiena to spełnienie stwórczych celów samego Boga i stworzonych przez Niego istot. Muzyką anielskich Ainurów Tolkienowi udaje się nawet zgrabnie włączyć w tę mitologię wierzenia pogańskie. Wyjaśnia, że powołane przez Jedynego moce, które budowały świat, były często przez ludzi uznawane za bogów.

Lucyfer

W pewnej chwili w tej idealnej symfonii pojawiła się dysharmonia. Jeden z Ainurów postanowił zagrać własną melodię wbrew Kompozytorowi. Ten zgrzyt był początkiem zła na świecie. Melkor, znany później jako Morgoth, to śródziemski odpowiednik Lucyfera, zwanego też Szatanem. Tolkien opisuje go jako początkowo najmożniejszego z Ainurów - podobnie jak Lucyfer był najmożniejszym z aniołów. Melkor, tak jak Szatan, stał się jednak wcieleniem pychy i źródłem grzechu, gdy postanowił nagiąć ludzi i elfy do swojej woli. Chciał mieć poddanych i sługi, i pragnął odbierać cześć jako władca.

"Był wieki, lecz przez pychę zaczął gardzić wszystkim poza sobą, aż stał się duchem niszczycielskim i bezlitosnym. Rozum zamienił w przebiegłość, aby znieprawiać i naginać do własnej woli każdego, kto mógł mu być użyteczny, aż stał się bezwstydnym kłamcą" - pisze Tolkien.

Paralela staje się jeszcze bardziej oczywista, kiedy autor wyjaśnia, że imię Melkor oznacza "ten, co powstaje z mocą". Jego bohater traci to imię, kiedy elfy, które najwięcej od niego ucierpiały, nazywają go Morgothem, czyli Czarnym Nieprzyjacielem Świata. Szatan także dosłownie znaczy: Nieprzyjaciel.

W opowieści Tolkiena można znaleźć nawet odpowiedź na pytanie Proroka Izajasza: "Jakże to spadłeś z niebios, jaśniejący Synu Jutrzenki?" (Lucyfer znaczy: Niosący Światło): "Początkowo łaknął Światła, ale nie mógł go posiąść na swoją wyłączną własność, zstąpił przez ogień i gniew w straszny żar i jeszcze niżej w Ciemność. Ciemności też używał najczęściej do szerzenia na ziemi zła i grozy, tak że wszystkie żywe stworzenie musiało drżeć z lęku".

Niedługo potem pojawia się kluczowa dla "Władcy pierścieni" postać Saurona. Jest on opisany jako najpotężniejszy duch i sługa Melkora. To niebagatelny szczegół. Siły zła z historii o hobbitach to w prostej linii potomkowie Tolkienowskiego Szatana.

Czytelnika "Władcy pierścieni" może zaskoczyć stwierdzenie, że jest to w istocie powieść "teologiczna". Teologia jest tutaj jak powietrze - tak wszechobecna, że aż niezauważalna - tłumaczy to biograf Tolkiena. Mit jest autonomiczny, a wielkość wizji wyklucza wszelkie dosłowności. Można czytać tę powieść, nie znajdując żadnego drugiego dna. Jednak jeśli jest się człowiekiem wierzącym albo choćby otwartym na ową transcendentną Prawdę, którą - zgodnie z teorią Tolkiena - niesie mit, nie można nie odnaleźć we "Władcy pierścieni" historii zbawienia.

Cztery lata przed ukończeniem powieści Tolkien napisał w liście do przyjaciela o. Roberta Murraya: "Władca Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym i katolickim, początkowo pisanym tak w sposób niezamierzony, lecz w poprawkach - świadomie".

Przez Otchłań do życia

Element religijny to trzy różne, ale wzajemnie powiązane sfery: wewnętrzny konflikt dobra i zła, bezinteresowna ofiara, oraz odwieczne pytanie o czas i wieczność, a szczególnie o życie i śmierć.

W nieprzeniknionej czerni Pana Ciemności i jego sług - Upiorów Pierścienia, daje się wyczuć obiektywną realność zła. Jest ono jednak u Tolkiena - zgodnie z teologią św. Augustyna - wyłącznie brakiem dobra. Samo nie potrafi tworzyć, a jedynie "psuje" to, co już istnieje. Najbardziej odrażające istoty - orki były kiedyś pięknymi elfami, które oddały się na służbę złu.

Potwory powołane do życia przez złego czarodzieja Sarumana nie są tak naprawdę niczym nowym, lecz jedynie skarlałą wersją już istniejących mieszkańców Śródziemia albo ich mieszanką. Ze swoją teorią zła Tolkien sytuuje się więc po przeciwnej stronie niż John Milton z wizją dumnego Szatana jako "widzialnej ciemności", która może stanąć do równego sporu z jasnością.

Wizja Tolkiena jest jednak równie silna w przedstawianiu dobra. Co więcej - stworzone przez niego postacie to bohaterowie mitu. Zupełnie uprawnione są więc próby odczytania ich figur jako odsyłających do wiecznej Prawdy. Czarodziej Gandalf to archetypiczna prefiguracja obdarzonego mocą proroka albo patriarchy, który nieświadomym ludziom przynosi obietnicę Królestwa. Kiedy indziej przypomina Chrystusa - gdy ginie w obronie przyjaciół, walcząc z prastarym potworem ciemności Balrogiem.

Jego tajemniczy powrót zza bram śmierci wywołuje zmianę postaci. Przed ofiarną "śmiercią" jest Gandalfem Szarym, a po "zmartwychwstaniu" staje się Gandalfem Białym, obdarzonym większą mocą i głębszą mądrością. W filmie Petera Jacksona zostało to uwypuklone, gdy czarodziej spotyka pierwszy raz po swoim powrocie Aragorna, Gimlego i Legolasa - pojawia się w poświacie słonecznej, a jego ciało promienieje. Tak samo wygląda, gdy przyjeżdża z odsieczą do Helmowego Jaru - "trzeciego dnia, o wschodzie słońca".

Typem Chrystusa jest także Aragorn - włóczęga pochodzący z królewskiego rodu. Jego wędrówka uosabia mit o wygnanym i powracającym Królu. On też w symboliczny sposób przechodzi przez śmierć, kiedy wkracza na Ścieżkę Umarłych (żeby z powrotem przyjąć w służbę dawnych zdrajców i uwolnić ich od klątwy). Jego przyjście rozpoczyna epokę szczęścia ludzkości, czyli rządów prawowitej władzy, rozumianej jako służba.

Okazuje się, że przez otchłań śmierci przechodzą w różny sposób wszyscy najważniejsi bohaterowie "Władcy pierścieni", a ona sama jest ważnym tematem powieści. Ludzie są zdefiniowani jako przede wszystkim istoty podległe śmierci. Kiedy Tolkien wspomina o pierścieniach władzy, które podzielili kiedyś między siebie mieszkańcy Śródziemia, pisze, że dziewięć przypadło "śmiertelnikom, ludziom śmierci podległym". W nieśmiertelności elfów oraz melancholijnej mądrości, wynikającej z tego daru, otrzymujemy refleksję, że ludzka zdolność umierania jest prezentem od Boga - kończy wygnanie z "doliny łez", pozwala osiągnąć jedność z Opatrznością poza zasięgiem czasu.

Znaczące jest to, że powieściowe postacie ludzi odbijają ich pochodzącą od Boga, chodź upadłą naturę. Boromir, który reprezentuje rodzaj ludzki w Drużynie Pierścienia, ulega żądzy użycia tego klejnotu - narzędzia zła, bo wierzy, że może on być skuteczną bronią przeciwko złemu Sauronowi. Ostatecznie poznaje, że zwalczanie zła złem to błąd, i żałuje za swoje winy. Umiera bohatersko, poświęcając swoje życie za przyjaciół.

Hobbit na Via Dolorosa

Typem Chrystusa jest w najpełniejszy sposób główny bohater powieści - Frodo Baggins. Wszyscy hobbici obrazują wzniosłość pokory, a ich wymuszona odwaga to prawdziwe studium heroizmu. Najważniejsze jednak, że wędrówka Froda i Sama do "mroków Mordoru" to w istocie - jak pisze Joseph Perce - mistyczna Via Dolorosa. "Jak Jezus, Frodo wchodzi w sam środek królestwa nieprzyjaciela, aby go pokonać. I jak On jest słaby i bezbronny, ale ostatecznie okazuje się silny i nieprzezwyciężony, ponieważ odmawia użycia metod swojego wroga" - pisze Pearce.

Dźwiganie pierścienia - symbolu i źródła wszelkiego zła - to Via Dolorosa. Frodo ugina się pod przygniatającym ciężarem i bardzo cierpi. Jednak kiedy jego wierny sługa Sam postanawia pomóc panu, który zemdlał z wysiłku, i bierze go na plecy, ku swemu zdumieniu odkrywa, że ciężar jest dużo lżejszy niż przypuszczał. Zgodnie z obietnicą Pana Jezusa, brzemię okazuje się "lekkie i słodkie".

Symbolika "Władcy Pierścieni" nie jest jednak oczywista i banalna. Frodo - kuszony przez pierścień - w ostatniej scenie nie potrafi się oprzeć żądzy posiadania i postanawia zatrzymać go dla siebie. Okazuje się, że zło ma deprawującą moc i nikt, kto choć przez chwilę niósł pierścień, nie może wrócić do stanu pierwotnej bezgrzeszności. Dlatego nie tylko Frodo, ale nawet Sam - ideał dobroci i ofiarności, po latach spędzonych z żoną i dziećmi w sielskim Shire, odpływa za morze śladem elfów.

Przy okazji czytelnik dostaje naukę o "błogosławionej winie", czyli dobrych niezamierzonych przez zło dobrych skutkach jego działania. Kraina, do której udaje się Sam, to przecież powieściowy raj.

"Zasadniczo krytycy Tolkiena i wielu jego admiratorów nie sprostało zadaniu uchwycenia tej prawdy, która stanowi serce mitu" - uważa Joseph Pearce. A przecież - podkreśla biograf - "jeśli podąża się uważnie za Drużyną Pierścienia do głębin Mordoru i z powrotem, można ujrzeć fascynująca prawdę, a może nawet - najbardziej fascynującą Prawdę". Poszukiwanie sensu tej powieści może się wówczas okazać pielgrzymką.


KAI (Joanna Operacz //per)
shape